Ranking nie zawiera musicali
Wyróżnienia
"2046" (Kar Wai Wong)
"Before Midnight" (Richard Linklater)
"It Happened One Night" (Frank Capra)
"The General" (Clyde Bruckman, Buster Keaton)
"Dangerous Liaisons" (Stephen Frears)
"Terms of Endearment" (James L. Brooks)
"Sunrise: A Song of Two Humans" (F.W. Murnau)
"A Fei zheng chuan" (Kar Wai Wong)
"L'Avventura" (Michelangelo Antonioni)
"Brokeback Mountain" (Ang Lee)
"Wuthering Heights" (William Wyler)
"A Streetcar Named Desire" (Elia Kazan)
"Oasis" (Chang-dong Lee)
"Lost in Translation" (Sofia Coppola)
"Breakfast at Tiffany's" (Blake Edwards)
15. "Before Sunrise" (Richard Linklater)
14. "Amour" (Michael Heneke)
13. "Roman Holiday" (William Wyler)
12. "L'Année dernière à Marienbad" (Alain Resnais)
11. "Hiroshima mon amour" (Alain Resnais)
10. Chung hing sam lam (Kar Wai Wong)
9. "The Apartment" (Billy Wilder)
8. "The Circus" (Charles Chaplin)
7. "Moonrise Kingdom" (Wes Anderson)
6. "Once" (John Carney)
5. "Two Lovers" (James Gray)
4. "Gone With The Wind" (George Cukor, Sam Wood, Victor Fleming)
3. "The Deep Blue Sea" (Terence Davis)
2. "Casablanca" (Michael Curtiz)
1. "Fa yeung nin wa" (Kar Wai Wong)
sobota, 12 października 2013
czwartek, 5 września 2013
The Best Animated Movies of All Time
Ranking nie obejmuje produkcji TV oraz Video/DVD a także Anime.
Wyróżnienia:
L'Illusionniste (2010)
Corpse Bride (2005)
Rango (2011)
Madagascar (2005)
Pocahontas (1995)
Peter Pan (1953)
Pinocchio (1940)
Bambi (1942)
Shrek 2 (2004)
Astérix et Cléopâtre (1968)
Ice Age (2002)
Beauty and The Beast (1991)
Snow White and the Seven Dwarfs (1937)
The Little Mermaid (1989)
Ratatouille (2007)
15. Fantasia (1940)
14. Wallace & Gromit in The Curse of the Were-Rabbit (2005)
13. Up (2009)
12. Alice in Wonderland (1951)
11. Cinderella (1950)
10. Astérix le Gaulois (1967)
9. Aladdin (1992)
8. Toy Story 3 (2010)
7. Shrek (2001)
6. Mary and Max (2009)
5. Fantastic Mr. Fox (2009)
4. Finding Nemo (2003)
3. Les Douze travaux d'Astérix (1976)
2. Wall- E (2008)
1. The Lion King (1994)
Wyróżnienia:
L'Illusionniste (2010)
Corpse Bride (2005)
Rango (2011)
Madagascar (2005)
Pocahontas (1995)
Peter Pan (1953)
Pinocchio (1940)
Bambi (1942)
Shrek 2 (2004)
Astérix et Cléopâtre (1968)
Ice Age (2002)
Beauty and The Beast (1991)
Snow White and the Seven Dwarfs (1937)
The Little Mermaid (1989)
Ratatouille (2007)
15. Fantasia (1940)
14. Wallace & Gromit in The Curse of the Were-Rabbit (2005)
13. Up (2009)
12. Alice in Wonderland (1951)
11. Cinderella (1950)
10. Astérix le Gaulois (1967)
9. Aladdin (1992)
8. Toy Story 3 (2010)
7. Shrek (2001)
6. Mary and Max (2009)
5. Fantastic Mr. Fox (2009)
4. Finding Nemo (2003)
3. Les Douze travaux d'Astérix (1976)
2. Wall- E (2008)
1. The Lion King (1994)
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
"Sharknado"
Obrazy ze studia Asylum to niemal już
pozycja obowiązkowa, bowiem filmy stamtąd prześcigają się
ilościach absurdów. Nie inaczej jest w „Sharknado”, czyli
kwintesencji wszystkiego, co głupie.
Opis fabuły: przez Los Angeles
przechodzi potężne tornado, zalewając miasto i wyrzucając na
ulice rekiny.
Wystarczy. Krótki opis filmu zapowiada
obraz idiotyczny, ale to tylko przystawka przed tym, co ma do
zaoferowania.
Niemal przy każdej scenie nasuwają
się proste i krótkie pytania typu „ale o co chodzi?”, „ale
jak to?”, „że niby co?” itd. Nie wiem, czy jest tutaj chociaż
jedna scena mająca sens. Tak naprawdę nie mam pojęcia od czego
zacząć. Nie chce opisywać każdej głupiej sceny, bo to nie ma
sensu. Napiszę jedynie, że mamy tutaj niszczenie trąb powietrznych
bombami; rekiny pływające po ulicy, nawet pod samochodami, pomimo
niskiego poziomu wody. Jednak szczytem jest moment, gdzie rekin
połyka, -tak tak, połyka, bo to najwyraźniej robią ze swoimi
ofiarami-, jednego z bohaterów trzymającego piłę mechaniczną, po
czym ten rozpruwa żołądek ryby i wychodzi cało i zdrowo, co
więcej ratuje w ten sposób połkniętą chwile wcześniej inną
bohaterkę. Tak, „Sharknado” jest aż tak głupie, a ja musiałem
to ująć w jednym zdaniu.
Zastanawia mnie ile narkotyków trzeba
zażyć, aby wpaść na takie bzdury oraz jak scenariusz tego czegoś
został przedstawiony producentom. Chociaż te pytania tyczą się
każdej produkcji z tego studia. Niezwykle ciężko jest to sobie
wyobrazić.
Głupota to nie jedyna wada obrazu.
Poza lukami w scenariuszu (albo jedną luką, którą jest
scenariusz) mamy okropny montaż, przerażające efekty specjalne
oraz mizerną grę aktorską. Niespodzianką jest, gdy na ekranie
pojawi się Tera Raid. Nie sądziłem, że wystąpi w filmie, przy
którym „Amercian Pie” wygląda, jak dzieło sztuki. Chyba musi
być bardzo zdesperowana, bo nawet na tak słabą aktorkę, jak ona,
„Sharknado” to upadek na dno.
Nie wiem, co mógłbym tutaj więcej
napisać. Twórcy nie wykazali się niczym przy tworzeniu tego
dzieła. Jeśli chcieli zrobić komedię to im nie wyszło, bowiem
„pomysły” jakimi nas obdarzają mogłyby być zabawne tylko
wtedy, gdyby obraz był brany na serio. Tak więc, jeśli jest to
komedia to strasznie słaba, a jeśli horror to strasznie głupi.
Jakby na to nie patrzeć, dwa słowa jakie najlepiej opisują
„Sharkndao” to: Samo dno. Nic więcej nie trzeba dodawać.
Ocena 1/10
"Warm Bodies"
O zombie powstało już sporo filmów.
Jednak żaden chyba nie opowiadał historii z punktu widzenia
truposza. Twórcy „ Wiecznie żywy” fundują nam historię
właśnie oczami zombiaka.
R- tak się nazywa główny bohater-
nie pamięta praktycznie nic ze swojego życia, zanim stał się
żywym trupem. Prowadzi nudny żywot wraz z innymi zombiakami.
Porusza się powoli, potrafi wymówić zaledwie kilka słów, a gdy
jest głodny, poluje na ludzi. Z tego ostatniego punktu nie jest
dumny. Ma on swoje uczucia, lecz jakoś przeżyć trzeba. Wszystko
się zmienia, gdy na jednym polowaniu napotyka na Julie, żywą
dziewczynę, w której się zakochuje. Postanawia ją uratować przed
znajomymi i umieścić w bezpiecznym dla niej miejscu. Aha, przed
tym, zjadł mózg jej chłopaka.
Historia miłości zombie do człowieka,
opowiedziana w filmie jest dosyć smutna. R raczej nie ma specjalnych
szans u swojej ukochanej, w końcu jest martwy i zjada ludzi. Mimo
to, uczucie którym ją darzy zaczyna powodować pewne zmiany w jego
organizmie. Chłopak zaczyna się uczłowieczać. Co raz lepiej mu
się rozmawia, w końcu zaczyna nawet śnić. Wszystko dzięki
miłości. To uczucie miłości jest eliksirem tak potężnym, że
nawet trupa może przywrócić do życia. Nic dziwnego, że twórcy
czerpią co nieco z jednej z najsłynniejszych love story wszech
czasów, „Romeo i Julii”.
Jeśli chodzi o wątek romantyczny to
jest naprawdę uroczy, nieco gorzej obraz wypada pod względem
humoru. Owszem jest całkiem zabawny, lecz nie nie wykorzystano
tkwiącego w nim potencjału. Przecież to jest film o zombie! One
same w sobie są zabawne. Czasem odpadnie takiemu truposzowi ręka,
czasami noga, może oko. Tutaj niestety nic takiego nie mamy. Tak
jakby twórcy bali się nieco bardziej drastycznych scen. Nie
potrafią się bawić, tym czym mogliby. Jest tutaj scena, gdzie R
prowadzi samochód, kończy na zderzeniu się z zaparkowanym autem.
Czy nie lepiej byłoby, gdyby wjechał w jakiegoś idącego trupa?
Przecież po to one tam chyba są. Nie kapuję, czemu tak bardzo
ograniczono humor w tym filmie.
Mógłbym przyczepić się także do
zbyt Disnejowskiego zakończenia, ale nie chcę zbyt dużo
spojlerować. „Wiecznie żywy” ma w sobie ciut oryginalności, za
co muszę pogratulować pomysłodawcą. Wątek miłosny jest
poprowadzony całkiem sprawnie, dzięki czemu obraz ogląda się
przyjemnie. Zabrakło niestety wyobraźni przy tworzeniu humoru, a
szkoda, ponieważ mogło być znacznie zabawniej.
Ocena 5/10
"Kick- Ass 2"
Po kilku latach przerwy Dave Lizewski
(Aaron Taylor-Johnson) znowu wkłada kostium Kick- Assa i rusza na
miasto walczyć z niesprawiedliwością. Hit- Girl/Mindy Macready
(Chloë Grace Moretz) również marzy o powrocie na ulice miasta,
niestety obiecała swojemu opiekunowi, że już nigdy nie będzie
bawić się w superbohatera. Mimo namową Dave'a, stara się zacząć
żyć, jak każda zwyczajna 15 latka. Na szczęście dla Lizewskiego
utalentowana koleżanka dała mu parę lekcji walki ręcz, więc tym
razem potrafi się bić, a nie tylko obrywać.
Pod wydarzeniach z pierwszej części,
po ulicach zaczęli chodzić nowi superbohaterowie, którzy wspólnymi
siłami pod wodzą Pułkownika Starsa (Jim Carrey) będą walczyć o
sprawiedliwość. Niestety na horyzoncie pojawia się również
owładnięty żądzą zemsty na Kick- Assie, za zabójstwo jego ojca,
The Motherfucker (Christopher Mintz-Plasse), czyli stary Red Mist.
Zbiera szajkę psycholi i zaczyna siać terror na ulicach miasta.
Nowy Kick-Ass ustępuje nieco swojemu
poprzednikowi, mimo tego wciąż pozostaje dobrą rozrywką. To czego
może brakować fanom oryginału to humor. Owszem wciąż pozostaje,
ale nie jest już tak okazały, jak w poprzedniej osłonie.
Zastąpiono go nieco mroczniejszymi momentami z nowym złoczyńcą.
The Motherfucker to szaleniec znacznie większy od swojego ojca. Gdy
nauczy się zabijać, jego celem będzie pozbycie się wszystkiego,
co kocha Kick- Ass, by ten cierpiał, a na końcu go zabić.
Dzieciak stara się być tak zły, że mógłby być stereotypem
super złoczyńcy. Jest tak przerysowany, że aż zabawny. Na pewno
bardziej zapada w pamięć niż jego ojciec. Pisząc krótko, jest
jednym z plusów obrazu.
Reżyser dobrze balansuje między
poważniejszymi wstawkami, a humorem, nie popadając w skrajności,
pozostawiając produkcje tym, czym miała być, czyli krwawą
rozrywką.
To czego brakuje „Kick- Ass 2” to z
pewnością Hit- Girl. Zamiast niej otrzymujemy wątki, w których
Mindy próbuje upodobnić się do rówieśniczek. Zaczyna czuć
pociąg do facetów i wkracza na wojenną ścieżkę z niedoszłymi
koleżankami. Trochę to przypomina „Wredne dziewczyny”, a
przecież nie po to przyszło się na seans. Na szczęście są to
jedynie starania, bowiem w gruncie rzeczy Mindy pozostanie tą samą
dziewczynką puszczającą wiązki przekleństw i ucinającą
kończyny oponentom. Tak, tak, nadal potrafi zabić faceta jego
własnym palcem, a przecież za takie rzeczy ja kochamy. Mimo, że
samej Hit- Girl jest tu nie za wiele, to jak już się pojawia, to
jest po prostu zajebiście. To ona rządziła pierwszą częścią i
rządzi sequelem.
„Kick- Ass 2” to to wciąż głównie
dobra, brutalna rozrywka. Jest sporo akcji, krew się leje i może
humor jest nieco słabszy niż w pierwszej części, to zło nigdy
nie było jeszcze tak ostentacyjnie okazałe. Brakuje nieco Hit- Girl,
lecz za to jest Porucznik Stars, który w ujęciu Jima Carreya swój
urok ma. A jaki tym razem twórcy przygotowali nam morał historii? W
pierwszej mógł brzmieć, że nie potrzebujemy super mocy, aby stać
się bohaterem. Tutaj, dalej tkwimy przy tym samym, dodając, że nie
potrzebujemy do tego nawet maski.
Ocena 6/10
środa, 21 sierpnia 2013
"Hansel and Gretel: Witch Hunters"
Gdyby finałowa walka Voldemorta z
Harrym Potterem wyglądała, jak pojedynki głównych bohaterów
„Hansel i Gretel” to byłoby zajebiście.
„Hansel i Gretel: Łowcy czarownic”
to nowe spojrzenie na klasyczną baśń o Jasiu i Małgosi. Dwójka
dzieci (tytułowi Hansel i Gretel) zostaje porzucona w lesie przez
rodziców i trafia do chatki z piernika. (Dlaczego ich zostawili?
Jest to raczej do przewidzenia, jednak nie będę zdradzał). W
środku idealnego domku dla dzieci znajduje się zła czarownica
chcąca zamordować rodzeństwo. Ci jednak pokonują wiedźmę
spalając ją w ogniu, w ten sposób zaczynając swoją krucjatę
przeciwko wszystkim czarownicą świata.
Po 15 latach anihilacji tych
niezwykłych kobiet, trafiają do pewnej wioski, gdzie zaginęło
kilkoro dzieci. Jak się okazuje demoniczne dziewczęta planują
uodpornić się na ogień, stając się w ten sposób jeszcze
bardziej trudnymi do pokonania.
Obraz Tommy Wirkola to połączenie
dosyć klimatycznego horroru fantasy z lekkim kinem akcji. Reżyser
nie kombinuje, daje nam czystą, pełną akcji i humoru rozrywkę.
Jest dosyć krwawo i brutalnie. O ile główni bohaterowie posługują
się świetnie wyglądającą bronią palną, strzelając do
oponentów, jak do kaczek, to same wiedźmy potrafią zabić w
bardziej innowacyjny sposób.
Posoka się leje, kule strzelają
(nawet z mini guna), Hansel i Gretel okładają wiedźmy również
pięściami, a wszystko w lekkim i przyjemnym tonie.
Jeśli chodzi o humor to jest dosyć
dobry. Nowe wersje Jasia i Małgosi nie są tak poważne, jak
chociażby słynny łowca wampirów, Blade, dlatego nie brakuje tutaj
takich momentów, jak wejścia przez drzwi w super stylu i dostania
łopatą w twarz zaraz na wstępie.
Ostatnimi czasy w kinie aż roi się od
produkcji z wampirami, co staje się powoli nużące, dlatego taka
odskocznia od tego, to całkiem niezła sprawa, bowiem wiedźmy mają
naprawdę ciekawe umiejętności. Sama ich charakteryzacja również
nie zawodzi.
Aktorzy tytułowych bohaterów także
zostali dobrze dobrani. Między śliczną Gemmą Arterton i Jeremy
Rennerem czuć chemię, dzięki czemu tworzą niezły braterski duet.
„Hansel i Gretel: Łowcy czarownic”
to banalna, nieco głupkowata czysta rozrywka, która powinna
zadowolić każdego, kto chce się nieco rozerwać. Bez żadnych
niepotrzebnych wątków miłosnych, czy większych przemyśleń. Po
prostu coś w stylu masz broń i przeciwników, więc wybij ich
wszystkich. Liczę, że powstanie kontynuacja z jeszcze większą
ilością akcji, krwi i humoru.
Ocena 5/10
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
"The Call"
Obraz rozpoczyna się od ujęć miasta
z lotu ptaka i dźwięków rozmów pracowników linii alarmowej 911 z
dzwoniącymi do nich ludźmi. Tak aby widz wiedział o czym będzie
film.
Następnie poznajemy główną
bohaterkę, Jordan Turner, do której dzwoni przerażona nastolatka,
gdyż do jej domu włamuje się jakiś, nie do końca ogarnięty
facet. Jordan pomogła ukryć się dziewczynie, jednak w pewnej
chwili połączenie zostało urwane i w tym momencie główna
bohaterka popełnia idiotyczny błąd. A mianowicie, dzwoni do
nastolatki, w ten sposób dzięki dźwiękowi telefonu, psychopata
dopadł dziewczynę i ją zabił. Jak na doświadczonego pracownika
linii alarmowej, dosyć poważny błąd, wręcz dziwny.
Jordan niestety nie potrafi przestać
się obwiniać (w sumie słusznie) i rezygnuje ze swojej pracy.
I w tym momencie już możemy się
domyśleć, co będzie się działo przez resztę produkcji. Tak,
tak, Jordan jednak jeszcze raz powróci na swoje stanowisku, gdy inna
nastolatka zostanie porwana z parkingu i zamknięta w bagażniku
samochodu jadącego w nieznanym kierunku. Turner za wszelką cenę
będzie chciała uratować dziewczynę, aby odkupić swoją winę.
Brzmi nieco podobnie do problemów Clarice Starling z płaczącymi
owieczkami, no ale cóż.
Czyż nie idealnie byłoby jeszcze,
gdyby porywacz okazał się tym samym, co zabił dziewczynę z
początku filmu?
Fabuła jest banalna i dosyć oklepana,
z drugiej strony czego można było się spodziewać? Początek
jednak jest całkiem sympatyczny. Podczas pierwszego połączenia
można poczuć dreszcz emocji i lekkie napięcie. Wszystko dzieje się
szybko i całkiem sprawnie. Później mamy lekki przestój na dramat
Jordan i znowu wracamy do emocji towarzyszących nam na początku,
czyli połączenia drugiej dziewczyny. I też przez pierwsze minuty
jest całkiem nieźle, lecz szybko zaczyna się to przedłużać i po
prostu usypiać. Wydaje się, iż akcja ciągnie się w
nieskończoność. Chyba jedynie przy początkowych momentach
połączenia można odczuć jakieś emocje.
Niestety również zachowanie
antagonisty nie wpływa pozytywnie na film. Porwał dziewczynę,
włożył do bagażnika, lecz nie związał jej, nie przeszukał czy
może nie ma komórki, lub czegoś w tym stylu, a w samym bagażniku
zostawił kilka narzędzi. Twórcy naprawdę kładą słaby fundament
na którym budują scenariusz.
Główni bohaterowie mają prawdziwe
przebłyski mądrości, które szybko zmieniają się w przebłyski
głupoty. W jednej scenie dzięki pomocy Turner, dziewczyna wypchnęła
jedno tylne światło samochodu i zaczęła machać ręką, w ten
sposób zwróciła uwagę przejeżdżających samochodów. Ktoś
zadzwonił na 911 i zgłosił to. Jednak gdy psychopata zauważył,
że przejeżdżający obok kierowca gapi się na niego, zjechał z
autostrady, wybierając inna drogę swojego celu. Nie rozumiem,
dlaczego nagle dziewczyna schowała rękę i zaczęła wylewać białą
farbę na ulice? To głupie. Przecież wiadomo, że wystająca ręka
prędzej spowoduje niepokój wśród ludzi, dzięki czemu policja
dostałaby więcej telefonów pozwalających namierzyć sprawcę, niż
wyciekająca z auta farba. Nie rozumiem, nie dość, że morderca tak
bardzo ułatwił im sprawę, to oni sobie ją utrudniają.
Końcówka również pozostawia wiele
do życzenia. Po pierwsze przypomina nieco gorszą wersję
zakończenia „Milczenia owiec”, po drugie ukazuje nieudolność
policji. Pracownik linii alarmowej przewyższa ich umiejętnościami.
Natomiast już ostatnią scenę powinni
sobie darować. Nie przychodzi mi nic innego do głowy, jak napisać,
że była po prostu głupia. Najwyraźniej niedługo światło
dzienne ujrzy sequel.
„Połączenia” raczej nie
zaliczyłbym do udanych produkcji. Ma kilka swoich atutów na
początku, lecz szybko zaczyna nudzić, a twórcy niezwykle
uproszczają przedstawione wydarzenia. Zabrakło im pomysłów, przez
co otrzymaliśmy thriller bez bez żądnego błysku.
Ocena 3/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































