piątek, 16 sierpnia 2013

"The Grandmaster" ("Yut doi jung si")

Przez ostatnie kilka lat powstały 3 filmy o Ip Manie. Ja oglądałem jedynie obraz z 2008 roku, który był raczej bardzo przeciętny i oprócz dobrze pokazanych scen pojedynków, nie było za co pochwalić filmu. Teraz za przedstawienie postaci nauczyciela Bruce'a Lee wziął się sam Kar Wai Wong, a jeśli chodzi o tego pana, to przywykłem, że słabych dzieł on nie robi i nie inaczej jest również w przypadku „The Grandmaster” („Yut doi jung si”).

Zacznę od tego, iż nie jest to film mający na celu ukazanie jedynie biografii Ip Mana. Owszem jest wiele wątków poświęconych tej postaci, jednak równie ważne są także tutaj losy innych bohaterów, a głównie mistrzyni kung fu, Gong Er. Twórca „Spragnionych miłości” swoim dziełem oddaje raczej hołd samemu kung fu ukazując mistrzów tego stylu walk, niczym prawdziwych bogów.
Obraz opowiada o losach Ip Mana (Mistrza południowego stylu sztuk walki) i Gong Er (Mistrzyni północnego stylu sztuk walki), którzy spotykają się w mieście Foshan, gdzie ma odbyć się ceremonia przejścia na emeryturę niepokonanego w walce mistrza Gong Yutian. Chce on raz na zawsze zjednoczyć styl północny z południowym. Wszystko wydarzy się tuż przed najazdem Japończyków na Chiny w 1936 roku.

Jak już wspomniałem Wong niemal oddaje hołd kung fu. A jak to robi? W sposób wręcz poetycko romantyczny. W historii dwóch mistrzów nie brakuje wątków o honorze, miłości czy też zdradzie. Ukazuje nam filozofie kung fu a także wiele stylów występujących w różnych szkołach. Dla Wonga każda scena walki jest niezwykle ważna. Traktuje je z należytym szacunkiem i powagą. Dopieszcza na każdym kroku z pedantycznym zacięciem. Twórca „Upadłych aniołów” dba o detale w każdym kadrze. Dokładnie wie, gdzie ustawić kamerę. Nawet krople deszczu spadające na kapelusz jednego z bohaterów ukazane w zwolnionym tempie robią niezwykłe wrażenie. Pojedynki wyglądają, niczym połączenie tych z „Matrixa” i „Przyczajonego tygrysa ukrytego smoka”, lecz Wong dorzuca sporo od siebie, przez co dalej wyglądają świeżo i niepowtarzalnie.
Twórca „Chunking Expres” jest perfekcjonistą w każdym calu. Pierwotnie obraz miał się pojawić 2012 roku, jednak ciągle chciał coś ulepszać, tak więc premiera przesunęła się o rok. Na pewno warto było czekać i teraz zobaczyć dzieło w takim wydaniu, wręcz idealne.
Na nudę w „The Grandmaster” na pewno nie można narzekać. Akcja jest niemal przez cały czas i rozgrywa się zawrotnym tempie.

Ważnym elementem „The Granmaster” są również (jak w każdym filmie Wonga) aktorzy. O ile w „Ip Manie” wszystko toczyło się wokół jednego aktora odgrywającego tytułową postać, tutaj mamy kilku, równie ważnych, Tony Leung Chiu Wai w roli Ip Mana, Ziyi Zhang jako Gong Er, oraz Chen Chang w roli Yixiantiana. Gdy walczą ze sobą, czy też przeciwko mniej ważnym oponentom, odgrywają prawdziwy spektakl. Wyglądają niczym walczący tancerze, a każde ich spojrzenie, lub zbliżenie kamery na ich twarz jest niczym wisienka na idealnym torcie.

Najnowszy obraz Wonga to prawdziwa uczta dla oka. Pełna poezji i romantyzmu wspaniała opowieść o mistrzach kung fu powinna zadowolić każdego konesera sztuki filmowej. W osobistym rankingu twórczości Kar Wai Wonga stawiam jego najnowsze dzieło obok „Upadłych aniołów” i „Chunking Expres” a tuż za „Spragnionymi miłości”, które nadal uważam za magnum opus tego wielkiego reżysera.

Ocena: 8/10